Pomoc dla maluchów

Późnym wieczorem w Dzień Matki otrzymaliśmy telefon, że pod blokiem na jednym z sosnowieckich osiedli siedzi mała kocia bida i czeka na pomoc. Ze świadomościa, że nie mamy ani funduszy ani miejsca gdzie możemy ulokować nastepnego kota, nasza wolontariuszka pojechała na miejsce. Zastała tam kocią mamę, która już straciła oko przez koci katar i jej 2 maluchy – jeden siedział w miejscu bez siły i kiwając się z zaklejonymi ropą oczkami, w ciemności czekał na śmierć. Rzutem na taśmę udało się przed zamknięciem gabinetu pokazać kociaki weterynarzowi.
Oba miały znaczącą niedowagę, były zapchlone, odwodnione, z wydętymi brzuszkami, co świadczy o znaczącej, tak niebezpiecznej dla maluchów robaczycy. Ich oczka zostały już zaatakowane przez koci katar, a w pyszczkach pojawiły się bolące nadżerki, poza tym wysoka gorączka oraz ogólne osłabienie
W gorszym stanie był kocurek Negro- po odmoczeniu oczek i ich otwarciu „na siłę” by je przepłukac i zakropić nie widać było nic poza ropą i spuchniętymi powiekami. Nie było też pewności czy jego gałki oczne już nie obumarły. Zaczęła się walka o jego zdrowie i wzrok. Stan dziewczynki Poli był lepszy bo „tylko i aż” jedno oczko i nosek oblepione były ropą.

 

W weekend kociaki trafiły do awryjnego DT, gdzie były karmione co 4 godziny, a oczy były regularnie przemywane i kropione, dostawały też zastrzyki.
W poniedziałek 29 maja pojechaliśmy na kontrolę i proszę uwierzyć stan, który widać na zdjęciach jest o niebo lepszy niż ten, który nasza wolontariuszka zastała z piątek. Negro ma minimalne uchylone oczka i widać, że chociaż bardzo zniszczone chorobą, są na miejscu.
W gabinecie wygospodarowaliśmy dosłownie cudem kawałek miejsca, aby kocięta mogły zostać na szpitaliku, a tym samym miały zapewnioną jak

 

najczęstszą kosmetykę oczu i były pod stałą kontrolą weterynarza.
Będziemy walczyć by uratować oczka Negro i Poli, ale to niestety będzie ciężka i trudna walka. Tym trudniejsza, że nie mamy środków, które sfinansowałyby chociażby ich wyżywienie. Na chwilę obecną rodzeństwo, by mieć szanse na dojście do siebie, potrzebuje wysokiej jakości mokrej karmy w postaci musów, gdyż suchej w tym momencie nie potrafią jeść. Nie wspominając juz o opłaceniu leczenia, a także utrzymaniu pozostałych naszych podopiecznych.
Musimy też odłowić jeszcze jednego kociaka (prawdopodobnie z innego miotu w nieco lepszym stanie) oraz ich matki by je wysterylizować.

P.S Ostatni z trójki rodzeństwa został odłowiony w środę i trafił pod naszą opiekę 31.05(czwartek)

Dary w postaci karmy prosimy bezpośrednio kierować  do lecznicy Terier ul. Gospodarcza 32.

Tam w szpitaliku przebywają kocięta. Można połączyć przyjemne z pożytecznym. Przywieźć troskę jedzonka i pomiziać kocięta . ZAPRASZAMY

 

 

Reklamy